me
:: o mnie
:: drama
:: anime
:: kontaktuj :: o!

lovies
:: Manu Ch.
:: Emilie S.
:: Helnw


[diz by me]


15 sierpnia 2012 :: 17:18

Działanie muzyki na mój nastrój zaczyna mnie zaskakiwać. Jeszcze chwilę temu słuchając Skrillexa, byłam gotowa przechodzić popołudniowy kryzys i wpadać w niemałą depresję (zdecydowanie nadużywamy tegoż medycznego języka, a tfu), a teraz gdy błoga cisza wypełnia mój pokój - piję spokojnie wystygłą kawę, a paskudny nastrój gdzieś się ulotnił.

Choć nie do końca.


Zaczyna martwić mnie fakt, że za miesiąc będę się szykować do trzeciego roku studiów i prawdopodobnie maltretować pracę licencjacką. Kiepsko mi idzie z długimi wypowiedziami, czasem nad jednym zdaniem pracuję kilka minut, zmieniając co chwile to i owo. Nie wiem właściwie czym się tak stresuję... powinnam przystopować i odpuścić w pewnych sytuacjach, ale wewnątrz coś naciska aby wszystko robić idealnie, bo co inni powiedzą. Nie lubię być w centrum uwagi - zaraz krew napływa mi do policzków a serce łopocze jak u gołębia - a jednak chciałabym być doceniana i zauważana. Psieh. Pozostaje mi pocieszać się wesołymi zakupami w postaci piórnika banana, czy długopisu z lalką kokeshi, aby umilić sobie nerwowe studiowanie. Kiedyś coś mnie wykończy i zapewne będzie to moja własna głupota.

A. biega od rana po domu i skleja odpadające listewki w szafkach swojej rodzicielki, a ja mam zbyt dużo czasu na myślenie. Powinnam znaleźć sobie jakieś twórcze zajęcie i się mu oddawać. Nie wiem, łucznictwo? Marzenia. Ostatnio zabrałam się za oglądanie koreańskich dram, zamierzam więc zanurzyć się w Faith, które zdaje się dobrze zapowiadać. W tym tygodniu obejrzałam sobie You're Beautiful, i choć główna bohaterka czasem doprowadzała mnie do rozpaczy to wciągnęło mnie na dobre. Mam niedobór romansu we krwi. Lekko mnie to dziwi, gdyż nasze rodzime produkcje omijam z daleka, a przygodę z brazylijskimi zakończyłam na Zbuntowanym aniele i nie zamierzam do tego powracać... ah Koreańczycy. I japończycy. [kończy notkę długim rozmarzonym westchnieniem]

Komentuj (0)


14 sierpnia 2012 :: 14:32

Walcząc z klawiaturą, która niechętnie wydobywa z siebie litery s i d, pomyślałam, że może warto odkurzyć skostniałego loga*. Kiedy osiem lat temu tworzyłam swoje wpisy, służył on głównie autokreacji z elementami ekshibicjonistycznej spowiedzi z życia. Pewnie sporo się zmieniło, gdyż moja nieśmiała próba powrotu po tych wszystkich latach powoduje mocniejsze uderzenia serca, a chęć kreacji przeniosła się na inne dziedziny mojej aktywności internetowej. Cóż, chociaż mam problemy z przecinkami a styl wypowiedzi bywa chaotyczny, wracam, z nudy i potrzeby wyższej jaką jest chęć pisania. Szukam czegoś nieustannie, czegoś co dałoby odrobinę satysfakcji, albo chociaż uświadomiło gdzie jej szukać - może przejrzenie w lustrze własnych myśli coś dopomoże.

[Czemu mam wrażenie, że takie pisanie jest jak gadanie do samej siebie? Powroty w stare miejsca bywają niesamowicie trudne.]

Studia wyczerpały moje pozytywne zasoby energii, zaczynam się zastanawiać czy w wieku dwudziestu czterech lat nie uszło ze mnie życie. Dużo zrzędzę swojemu A.* i choć wakacje w pełni, to moje niezadowolenie drastycznie wzrasta. Kiedyś wystarczył sen do południa, a teraz mam wyrzuty sumienia, że długo śpię pogłębiając własne rozkoszne lenistwo. Życie internetowe, które dawniej zajmowało większą część moich nocy, teraz powoduje, że czuję się wyobcowana. Pierwsza od wieków impreza przyprawiła mnie niemal o zawał serca. Oczywiście nie dałam po sobie poznać, jaką radość mi dało zaproszenie na grilla, a jarałam się tym jak zapałka. Teraz myślę, że smutne to, bo przecież takie rzeczy powinny być stałym elementem życia towarzyskiego. Boże, ja naprawdę jestem beznadziejnie nieśmiała, albo nie umiem koegzystować z istotami, które nie mają sierści czy skrzeli.

Proszę, pierwszy wpis i już się zbulwersowałam. Uhh.


* słowo blog tak mi się przejadło, że ze zgrzytem je przełykam.
* A. obiekt moich westchnień i wkurzeń.

Komentuj (1)